sobota, 5 kwietnia 2014

Im starsza, tym młodsza || The oder I get, the younger I become

Efekt Benjamina Buttona || The Benjamin Button Effect

Nie, nie nie mówię tutaj o efekcie Benjamina Buttona. Gdyby spotkało mnie coś takiego, gdyby z dnia na dzień moje ciało stawało się coraz młodsze, a doświadczenia i wspomnienia pozostawały nie zmienione...wcale bym się nie cieszyła. Więcej, przeraziłoby mnie to.

U mnie proces jest zgoła odwrotny.

~*~

No, I don't mean the Benjamin Button effect. If something like that happened to me, if my body grew younger and younger overnight, but the experiences and memories remained unchanged...I would not be happy. Worse, it would just frighten me. 

In my case, the whole process sort of works the other way round. 

Pamiętasz, pamiętasz licealne przygody || Remember, remember your high school adventures

Szalone imprezy. Urwany film. Zbyt dużo alkoholu i jeszcze więcej muzyki. Zdarte gardło i co najmniej dziwne pomysły. Tak, jeśli byłeś/ byłaś w liceum, to wszystko zapewne Ci się przydarzyło. Mnie natomiast nie. 

Ja byłam trochę zbyt grzeczną, zbyt bojaźliwą i przewrażliwioną na punkcie tego, co powiedzą inni,
nudziarą. Owszem, chodziłam na imprezy, ale zawsze zmywałam się z nich pierwsza (co było po części rezultatem tego, że mieszkałam w niewielkiej wiosce, gdzie diabeł mógłby spokojnie mówić dobranoc), nie piłam za dużo (jedno piwo, jeden drink wystarczały na cały wieczór) i wstydziłam się tańczyć... 

~*~
Crazy parties. Passouts. Too much alcohol and even more music. Sore throat and strange ideas. Well, yes, if you went to high school, that's probably what you went through. Not me, though.

Me, I was a bore. A bit too nice, too timid and oversensitive when it came to what others would say about me. Of course, I did go to parties. But I was the one to bail out of those first (which might have had something to do with the fact that I used to live in a small vilage where the cows might as well fly backwards), I did not drink that much (one beer, one drink was enough) and I was ashamed to dance...

Odbijesz sobie na studiach, mówili...Będzie fajnie, mówili...|| You'll make up for it at uni, they said...It will be fun, they said...

Po części, tak właśnie było. Z roku na rok coraz lepiej rozumiałam, że teraz właśnie nadszedł czas na robienie tego, na co nigdy nie miałam odwagi. I tak zostało...nie boję się już niczego, pokonałam strach przed publicznymi wystąpieniami, nie boję się wyjść na scenę. A tańczę tak, jakbym była na sali sama... Nadal jednak nie wychodzę zbyt często. Ale ma to związek z czymś, o czym jeszcze kiedyś napiszę. 

~*~
Partly, that's the way it went. Year after year, I started realizing that this was the time to do all those things I never had the courage to do. And so...I am not afraid of anything anymore, I overcame the fear of public performances. And I dance as if I was alone at the dancefloor...  Still, however, I don't go out all too often. But this is because of something else, that I plan on writing about in the near future. 

Umysł młody, no a ciało... || Young in the mind, but the body...

Docieramy wreszcie, do puenty całej tej przydługiej opowieści. Nie jestem już studentką, ale nie czuję się też przesadnie dorosła. Znalazłam się w najlepszym wypadku gdzieś pomiędzy dorosłością (taką ze stałą pracą, własnym mieszkaniem, planami na przyszłość) a życiem studenckim. Wczoraj postanowiłam dać się wyszaleć mojemu młodszemu ja. Bawiłam się świetnie, nie żałuję ani chwili, a bolące łydki to tylko znak, że tego mi było trzeba. Ruchu, szaleństwa, wolności. Ale nie mogło być zbyt pięknie... współpracy odmówiły kolana. Chrupnęły i zmusiły mnie do zejścia z parkietu. Po raz pierwszy w życiu, poczułam się po prostu stara. Po raz pierwszy zadałam sobie pytanie, na które, wydawało mi się, znałam odpowiedź. Czy rzeczywiście w życiu każdego przychodzi taki czas, kiedy mimo młodości umysłu, powinien...zwolnić? 

Chciałabym wierzyć, że nie...

~*~
Finally, we come to the conclusion of this long-ass story. I am not a student anymore, but I don't feel too much like an adult. Where I am at is, at best, somewhere between adulthood (with a full-time job, my own flat and future plans) and a student's life. Yesterday, I decided to let my younger self loose. I had so much fun and I regret nothing!  My hurting calfs are only a sign of how much I needed this. To move, to go crazy, to be free. But nothing is ever perfect....and so my knees refused to co-operate. They crunched and forced me to leave the dancefloor. That is when, for the first time in my entire life, I felt really old. For the first time in my life, I asked myself the question I had thought I knew the answer to. Is there a time, in every person's life, when despite the fact that they are young in the mind, they kind of need to...slow down?

I hope not...

W następnym odcinku|| Coming up next

Jak to jest być poślubionym swojej pracy?  I co sprawia, że nadal wierzę, że mimo upływu lat, nadal będę młoda i pełna werwy?

What is it like to be married to your work? And what makes me believe that, despite the years passing, I will still be young and ginger?



0 komentarze:

Prześlij komentarz